Category Archives: iWisherowe zmagania z rzeczywistością

Before-I-Die-Savannah-by-Trevor-Coe

Bucket list, czyli before you die

By | iWisherowe zmagania z rzeczywistością | No Comments

Co chcielibyście zrobić przed śmiercią? Pytanie proste i trudne. Ale im dłużej się nad tym zastanowić tym więcej pojawia się pomysłów. 

 

Bucket list to spis rzeczy, które chcielibyśmy zrobić przed śmiercią. Nazwa pochodzi z angielskiego Kick the bucket i w prostym tłumaczeniu oznacza odwalić kitę. Polski odpowiednik to Lista rzeczy, które musisz zrobić przed śmiercią. To nic innego jak życiowa lista TO DO. Wpisujemy na nią rzeczy, których zawsze chcieliśmy spróbować, posmakować, przeżyć, pogłaskać, ale z jakiegoś powodu jest to ciągle pozycją na liście.

 

Motywacją do spisania wszystkich marzeń ma być oblicze własnej śmierci. Wygląda to mniej więcej tak, stajemy obok siebie patrzymy na swoje CV, dalej rubryka spełnione marzenia i mówimy WOW! W końcu życie ma się jedno, więc warto to wykorzystać i nie można się z tym nie zgodzić. Chyba że jesteś kotem i masz siedem, ale wtedy byś tego nie czytał.

 

7583960

Co wpisać i jak zacząć?

Usiądź, weź kartkę długopis, telefon, włącz dyktafon, otwórz okno niech sąsiedzi też pomogą i zacznij pisać. Pamiętaj jest jeden warunek – wyrobić się przed śmiercią. Dobrym momentem do zrealizowania pierwszej pozycji mogą być zbliżające się urodziny. Pochwal się znajomym swoją bucket listą na pewno chętnie pomogą, skoro już wiedzą, że to dla Ciebie ważne. Z drugiej strony nie musisz czekać do urodzin, które masz w styczniu, jeśli chcesz skoczyć ze spadochronem we wrześniu, a jest kwiecień. Możesz sam zadbać o swoje marzenia i pomału zacząć na nie zbierać. Pomyśleliśmy o tym i żeby pomóc Ci w odkładaniu na iWishe opracowaliśmy 10 sposobów jak uzbierać na marzenie. 

A poniżej kilka inspiracji, które mogą trafić na Twoją bucket listę

 

Maraton

Najpopularniejszy bieg organizowany na całym świecie, jedyne 42 kilometry. Trzeba chwile trenować, żeby pokonać taki dystans, chyba, że urodziłeś się Kenijczykiem. Wiele osób stawia sobie to za życiowy cel. Wymaga determinacji i wytrwałości w treningach. Jeśli do tej pory zabrakło Ci mobilizacji, znajdź wśród znajomych kogoś kto też lubi biegać, wspólne treningi to najlepsza motywacja. Nie dasz rady ? Spróbuj swoich sił w półmaratonie. To połowa dystansu, jak wystartujesz dwa razy to tak jakbyś przebiegł cały #oszukaćprzeznaczeniemaraton

Skoki

Lubisz oglądać horrory sam w domu po nocy i nigdy nie kasujesz biletów? Zatem jesteś miłośnikiem adrenaliny. Dla takich zajawkowiczków polecamy przeżycia ekstremalne. Takie wrażenia mogą zapewnić skoki na bungee lub ze spadochronu. Emocje jakie temu towarzyszą są nie do zastąpienia. Uderzenie adrenaliny jest tak duże, że wręcz odbiera mowę. Dosłownie. Obecność człowieka na wysokości setek metrów jest czymś nienaturalnym i nie do zrealizowania w pojedynkę, dlatego jest aż tak atrakcyjne.

 

Podróże

Oddzielny temat to podróże. Ludzie uwielbiają zwiedzać, jeść dziwne rzeczy, obcować z inną kulturą i temperaturą. Żeby podjąć decyzję wystarczy raz włączyć National Geographic albo spotkać kogoś kto był na drugiej półkuli ziemskiej i pogłaskał pingwina. Jedno zdanie, jedno zdjęcie i jesteś gotowy szukać walizki. Planując tegoroczny urlop weź pod uwagę Bucket list. Wakacje to idealny moment na realizację takich marzeń. Znajdź lot, zarezerwuj nocleg, a jeśli wolisz pojedź na stopa (a to akurat pozycja z mojej listy). Podróż dookoła świata czy eurotrip też są do zrobienia. 

barcelona

Umiejętności

Na Bucket liście bardzo często lądują pozycję związane ze zdobywaniem nowych skilli. Bardzo chętnie poszlibyśmy na kursy Do It Yourself robienia mebli albo poszerzyli swoje kulinarne zdolności i odkryć że przyprawa 5 smaków nie pasuje do wszystkiego. Pomyśl o rozwijaniu pasji fotografa i kup w końcu profesjonalny aparat. Chętnie wpisujemy też naukę języków obcych, bo na to często brakuje czasu, a jest bez wątpienia jest inwestycją zwrotną. Zawsze chciałeś zacząć uprawiać jakiś sport pomimo wszystko? Pamiętasz film Bobsleiści z Jamajki? No właśnie. Nie ograniczaj się, wpisz to co naprawdę chcesz zrobić przed śmiercią.  

aparat

 

Przeżycia

Pomimo, że są ulotne cenimy je bardziej od przedmiotów materialnych, bo są nie do odtworzenia. Chyba każdy z nas chciałby raz w życiu być na własnej imprezie niespodziance, na którą nie został zaproszony przez Facebooka. Fajnie byłoby też zobaczyć zorze polarną albo spędzić noc pod gołym niebem. Pewnie znalazłby się jakiś zespół muzyczny, którego jeszcze nie słyszałeś na żywo lub festiwal muzyczny, na którym jeszcze nie rozstawiłeś namiotu. A może już czas na białą suknie i weselny tort ?

opener

Skąd wziąć motywację?

No dobra zapiszemy i co dalej? Podjarani tematem jakbyście mieli już wyjmować walizki i pakować się na tygodniowy trip w nieznane. Rzeczywistość może trochę ostudzić nasz zapał. Spróbuj określić realizację swoich marzeń np. na przyszłe wakacje albo ferie zimowe. Zbliżają się 30 urodziny albo 5 rocznica? Warto celebrować takie momenty w niezapomniany sposób. Trzymaj rękę na pulsie może akurat gdzieś trafi się okazja na tanie bilety lotnicze albo zwykłym zrządzeniem losu (bo i tak bywa) ktoś będzie mógł Ci pomóc. Przede wszystkim robisz to dla siebie.

 

student-bucketlist-600x300

Po co to robimy?

Dla własnej satysfakcji i przyjemności. Żeby mieć co wspominać i móc do tych przeżyć znowu wrócić lub zrobić to jeszcze raz. Kto wie może odkryjemy swojego życiowe powołanie do skakania albo biegania. Nuda zabija. Pamiętaj po Bucket listę możesz sięgnąć w wolnym czasie albo planując zbliżający się weekend. Odhaczając kolejne pozycje na liście będziesz czuł samozadowolenie i poczujesz, że korzystasz z życia na maksa. Zainspiruj sam siebie i sięgnij po to co sam zapisałeś. Zawsze możesz zaprosić do spisania Bucket listy swoich znajomych, może okaże się że macie podobne pragnienia
i zrobicie to razem. Powodzenia!

Jeśli masz jeszcze jakieś pomysły co można wpisać na Bucket list napisz do mnie marta.szczeblewska@iwisher.pl

1

 

 

 

Hazy_Lujiazui_-_PuDong,_Shanghai

Shanghaj i start-upy w Chinach

By | iWisherowe zmagania z rzeczywistością | No Comments

Przez ostatnie 4 tygodnie popełniałem regularne odstępstwo od swojego cotygodniowego zwyczaju czyli publikowaniu postu co tydzień. Z uwagi, że przez 2 tygodnie byłem w Szanghaju, mój codzienny tryb pracy mocno się rozregulował i chociaż może się to wydać nieprawdopodobne, po prostu nie miałem kiedy siąść i porządnie napisać notki. Później pojawiła się jeszcze konferencja WolveSummit i po prostu nie było kiedy puścić tego w świat. W trakcie wyjazdu do Chin postanowiłem natomiast robić co innego krótkie notki a propos tego czego się dowiedziałem i pełna analiza i podsumowanie znajduje się w tym wpisie. Z góry ostrzegam, że jest on dosyć długi, ale jednocześnie oprócz tego wodolejskiego wstępu, rzeczy o których piszę są w miarę konkretne. Czy można w nie wierzyć w 100% sądzę, że tak. Przez 2 tygodnie szkoliłem się obserwowałem i rozmawiałem z tymi którzy robią tam biznes od wielu lat. Także zacznijmy …

Kultura, język, skala

Muszę się przyznać, że nie jestem globtroterem niewiele podróżuje i najbardziej egzotyczne miejsca jakie odwiedziłem do tej pory to Turcja czy Tunezja i to też tylko miejscowości turystyczne. Wyjazd do Szanghaju był dla mnie szansą pierwszego w życiu prawdziwego zderzenia się z inną kulturą. Z tyłu głowy wiedziałem, że istnieje coś takiego jak różnice kulturowe, ale jadąc do tak biznesowego miasta jak Szanghaj, raczej spodziewałem się warunków podobnych do zachodnio-europejskich.

Oczywistością było dla mnie, że nie będziemy mieli bariery językowej i z każdym spokojnie dogadamy się po angielsku. I tu pierwszy ZONK. Jesteśmy w Chinach i językiem obowiązującym jest chiński. Zdecydowana większość spotkań odbywała się z asystą tłumacza. Co ciekawe nawet pitche naszych start-upów były tłumaczone z angielskiego na chiński.

Część osób rozumiała co do nich mówimy po angielsku, ale czuła bardzo duży opór przed tym żeby cokolwiek powiedzieć. Na pierwszy rzut oka mogło by się wydawać, że o durni Chińczycy nawet angielskiego nie umieją się nauczyć ale prawda jest zupełnie inna. To nie Chińczycy powinni zacząć uczyć się języka angielskiego, to cały świat powinien zacząć uczyć się chińskiego.

Potęga i niesamowita skala to moje dwa pierwsze skojarzenia po dwutygodniowym pobycie w Szanghaju. Sam Szanghaj to 22 mln ludzi czyli około 2/3 polski, albo jak kto woli więcej niż cała ludność Australii. Czujecie to jedno miasto większe niż kontynent. Jadąc przez osiedle typu blokowisko jak Bemowo, przez 40 minut nie zatrzymaliśmy się nawet na chwilę a średnia prędkość to około 80km/h. Stacje metra, są tak ogromne, że raz zdarzyło mi się wychodzić 37 bramą, czujecie to ? Łącznie było 39 wejść na tą stację, pociągi są tak długie, że stojąc na początku stacji nie jesteśmy w stanie dostrzec gdzie się ona kończy. Jest to po prostu za daleko, nie wiem ile to metrów, ale długość pociągu to  jakieś 1o minut szybkiego marszu.

Możliwości biznesowe i start-upy

Mówi się że Unia Europejska obecnie pakuje ogromne pieniądze w star-upy przy tym co robi rząd chiński wydaje się to tylko delikatne działanie. Chiny wiedzą że technologie ICT to przyszłość i na prawdę chcą mieć u Siebie wszelkie Know How technologiczne, jakie działania podejmują ? Chociażby

– jeżeli jesteś firmą IT to masz zwolnienie z podatku (dochodowy jest liniowy na poziomie 25%) dla firm IT tylko 15%
– kwota zwolniona od podatku to dochodowego dla osób prywatnych 3 500RMB miesięcznie czyli rocznie 42 000 RMB co przy obecnym kursie jest to około 30 000zł rocznie powyżej tego
3 500 RMB – 5 000 RMB -3%
5000 RMB – 8 000 RMB – 10%
8 000 RMB- 10 000 RMB- 16%
i tak skacze co kilka procent
maksymalny to 40 %
Dla przypomnienia w Polsce kwota zwolniona od podatku to 3 091zł rocznie czyli jakieś 257 zł miesięcznie
Kurs w przybliżeniu 1 RMB to 0,6zł

Podatek dochodowy dla małych rozwijających się firm
do 60 000 RMB zysku rocznie – 0% podatku
do 200 000 RMB zysku-rocznie 5% podatku
u nas zarobisz złotówkę i od razu musisz płacić 19 gr (CIT-u albo dochodowego)

Koszty pracownicze są podobne czyli wszystkie podatki typu ZUS, składka zdrowotna etc. to około 40% od dochodu ale nie ma stawki minimalnej czyli jeżeli nie zarabiasz to nie płacisz dla przypomnienia u nas czy zarabiasz czy nie zarabiasz ZUS odprowadzić musisz, To naprawdę pobudza tutaj przedsiębiorczość tzn wszyscy chcą robić biznes ze wszystkimi.

Jak byście chcieli założyć firmę w inkubatorze to
– biuro poniżej 30 m2 pierwszy rok jest za darmo
– potem jeżeli przynosicie zysk to 25 tys RMB rocznie, okres inkubacji to 3 lata czasami przedłużany do 5 jeżeli sytuacja tego wymaga
W samym Szanghaju jest 107 inkubatorów.

W dużych firmach ciekawie pobudzają innowacyjność jeżeli przynosisz zyski obowiązkowo musisz mieć dział research and development (kilka procent osób musi pracować w tym dziale i musisz zgłaszać patenty)

Jeżeli macie tylko pomysł okresy preinkubacyjne to 3-6 miesięcy dostajecie biurko szkolenia i mentoring for free.
Jeżeli chodzi o seed to rząd finansuje specjalny program gdzie wchodzi za udział
od 100 tys RMB do 300 tys RMB – na rozwój firmy .
Jeżeli jednak zbankrutujesz nie ponosisz żadnych kar nie musisz zwracać żadnych środków ( w naszych 3.1 w zależności od negocjacji ale część musisz zwrócić)
Możesz również wziąć 500 tys nieopodatkowanej pożyczki dla firmy
Oprocentowanie dla pożyczek dla firm to 1 do 1,2 procenta
Vat jest na poziomie 17%
Ogólnie nie ma problemu żeby obcokrajowiec założył firmę w Chinach i ją tu prowadził, warunki są takie same dla przyjezdnych jak i tych na miejscu.

Firmy są wspierane przez rząd na każdym etapie rozwoju na początku seed ,później są różne programy akceleracyjna i mnóstwo funduszy VC jak już jesteście ogromni istnieją projekty które z rządowych pieniędzy finansują prace badawczo rozwojowe.

Dodatkowo jeżeli inwestujesz w małe przedsiębiorstwa to możesz liczyć na specjalne zniżki od podatków co powoduje że jest bardzo duża ilość Business Angelów.

Mobile e-commerce

Gdy w Polsce czekamy na kolejny rok Mobile w Chinach on już dawno nastał. Wszyscy korzystają ze smartfonów i mobilnych aplikacji. To co u nas wydaje się niegrzecznością czyli klikanie w smartfona przy stole przy posiłku u nich jest standardem i żeby było ciekawiej nie robią tego tylko młodzi, a robią to wszyscy, młodzież, 40 latkowie nawet osoby starsze w bardzo dojrzałym wieku. Na jednym ze spotkań poznaliśmy dziewczynę, która zrobiła serwis pośrednictwa pracy, takie pracuj.pl z tymże zawężone do studentów. Zrobili tylko pod aplikację mobilną, nie mają webowego odpowiednika.

Ale ich mobilny świat to wcale nie nasz mobilny świat, nikt nie kojarzy tam Snapchata, czy Instagrama wiedzą, że gdzieś tam jest Facebook czy Twitter ale oni mają swoje odpowiedniki. Podstawową formą komunikacji jest aplikacja Wechat, zakupy natomiast robi się na TaoBao serwisie należącym do Alibaby największego gracza e-commerce na chińskim rynku. Do niego też należy najpopularniejsza platforma płatności czyli AliPay. Nawet taksówkarze najchętniej przyjmują płatności poprzez płatność mobilną przeprowadzoną przez AliPay. Czujecie to taksówkarz  chce żeby płacić mu mobilną platformą płatności, ciekawe kiedy u nas taka sytuacja będzie miała miejsce.

Rynek e-commerce zniszczył tam praktycznie cały handel detaliczny, Ogromne centra handlowe stoją puste albo przebranżawiają się ze sklepów odzieżowych na restauracje. Nikt albo prawie nikt nie chodzi tam do marketów, de facto większość sieciowych centrów handlowych wycofuje się z Szanghaju czy Chin. Kupują u nich tylko biedacy albo osoby które są wyjątkowo konserwatywne. Jeszcze jako tako trzyma się handel warzywami i owocami, ale w biurze dostałem ulotkę gdzie po zeskanowaniu QR koda mogłem zamówić sobie jabłko z dostawą na biurku. Także pewnie niedługo i ta „ostatnia forteca” padnie.

Administracja i rząd

Chiny to gospodarka centralnie planowana i to naprawdę widać z tymże w przeciwieństwie do tego z czym Polakom może się kojarzyć gospodarka centralnie planowana ta jest planowana bardzo dobrze. Jest to gospodarka planowana centralnie ale na kapitalistycznych warunkach. Deng Xiaoping, który otworzył Chiny na świat musiał w trakcie zimnej wojny decyzję, czy będzie trzymała się Związku Radzieckiego i wybierze komunizm, czy zdecyduje się na model kapitalistyczny bliski USA.

Podobno wychodził z filozofii, że nie ważne czy kot jest biały czy czarny , dobry kot to taki który łapie myszy. Wyciągnął co uważał za słuszne z obydwu systemów i zbudował potęgę Chin. Nie chce wchodzić tutaj w polityczne czy światopoglądowe kwestie, Tybet i te sprawy ale ludzie w Chinach nie czują się zniewoleni. Przepraszam za porównanie jeśli urażę czyjeś przekonania religijne ale to tak jakby Polacy czuli się znieowleni bo w każdej sali szkolnej nad drzwiami wisi krzyż. Oni akceptują silną władzę jednej partii, byłem tam za krótko żeby dowiedzieć się o jakimiś podziemiu czy opozycji ale z tego co słyszałem to rząd rządzi twardą ręką i każda niesubordynacja jest tłumiona w zalążku.

Mentalność

To co jest niesamowite w mentalności chińczyków to ich przekładania dobra kolektywu nad dobrem jednostki. W przeciwieństwie do amerykańskiej czy zachodnioeuropejskiej kultury nie ma tu gwiazdorzenia czy kultu jednostki, wszyscy pracują dla wspólnego wzrostu.

Ciekawe są też kwestie związane z negocjacjami, nie mogę powiedzieć, że oni są NIE słowni bo nie spotkałem się z ich nie prawdomównością ale z tego co słyszałem to jeżeli chińczyk mówi TAK, to wcale nie koniecznie musi znaczyć TAK. Oni po prostu bardzo rzadko odmawiają.

Dodatkowo zapisy umowy czy kontaktu nie są dla nich tak niepodważalne jak to jest w Europie. Nawet jeżeli podpisaliśmy umowę to nie znaczy, że nie możemy jej renegocjować. Stąd wydaje mi się cała afera z Kowexem, który budował polskie autostrady. To nie jest tak, że Chińczycy nie umieją budować autostrad, umieją uwierzcie mi w Chinach są niesamowite drogi. W całej aferze z Kowexem chodziło o to, że Chińczycy niedoszacowali kosztów kruszywa, i dla nich naturalne wydawało się, że skoro w tej cenie nie uda się tego zbudować będzie można renegocjować warunki. Niestety Unia w tych kwestiach jest zdecydowanie bardziej twardogłowa, i powiem szczerze teraz oceniam tamto zejście z zupełnie innej perspektywy, i według mnie to była duża strata polaków a nie chińczyków.

Wróżenie

Wiem, że pokutuje u nas podejście że Chińczycy to tania siła robocza, która produkuje tanie podróbki i na pewno cześć Chin tak wygląda ale te Chiny, które ja poznałem to potęga gospodarcza. Potęga tak wielka, że jeżeli tylko rząd poluzuje możliwości wypływu kapitału poza kraj, rozleje się on po całym świecie.

Eksperymenty takie jak Free Trade Zone w Szanghaju oraz ich filozofia małych kroczków (całkowite przeciwieństwie naszej ułańskiej fantazji) spowodują, że w ciągu kilkunastu, może kilkudziesięciu lat Chiny będą największą potęgą gospodarczą na świecie, a może tak naprawdę to już się stało ….

keep-calm-and-ready-to-go

Przyśpieszamy #ReadyToGo

By | iWisherowe zmagania z rzeczywistością | No Comments

Oj, dzieje się w iWisherowym małym świecie. W trakcie ostatnich kilku dni miało miejsce parę ciekawych wydarzeń. Krótka relacja w dzisiejszej notce.

Jesteśmy firmą

Po przeprawach, o których pisałem we wcześniejszej notce udało nam się pokonać przytłaczającą biurokrację i w końcu uzyskać upragniony  NIP, REGON i KRS

10339534_10203646458544011_4864803170674009064_o (1)

 

Ten element jest dla nas bardzo istotny ponieważ pozwala nam na podpisywanie umów z bankami, starania o status biura usług płatniczych oraz normalne funkcjonowanie jako firmy.

Go global on the first day

Planowaliśmy iWishera odpalić najpierw na polskim rynku, ale wiele osób podpowiadało nam, żeby iść od razu globalnie. Myśleliśmy o tym w jakiejś perspektywie, ale nie od samego początku. Na nasze szczęście pojawił się konkurs Citi Mobile Challenge, w którym dostaliśmy się już do drugiego etapu. Jeżeli nasz filmik (poniżej) i aplikacja spodoba się jury, dostaniemy szansę na pitch przed przedstawicielami Citi, MasterCard, IBM czy Uber-a. Dzięki API tych firm możemy myśleć o uruchomieniu naszej aplikacji od razu na globalnym rynku. Nasze video-zgłoszenie poniżej. Konkurujemy ze zgłoszeniemi z całej Europy i Afryki, także trzymajcie za nas kciuki. Wyniki już 10 kwietnia.

Zaczynamy Alfa testy

Do Bety jeszcze chwila, wcześniej musimy dostać status biura usług płatniczych ale tzw. Friends and Family  dostaną dostęp do aplikacji już 1 kwietnia. Na pewno jeszcze nie tak bogatej w funkcjonalności jak będzie wersja beta i pewnie ze sporą ilością niedoróbek, ale jednak działającej aplikacji. Jeżeli drogi czytelniku chcesz dołączyć do tej grupy zapraszam się do naszej zamkniętej grupy testerów.

Wyjazd do Shanghaju w ramach #ReadyToGo

Dzięki Business Link Lublin dostałem szansę zobaczenia jak start-upy robi się w Chinach, najbliższe dwa tygodnie to niesamowita przygoda, którą relacjonuje na bieżąco na prywatnym fb i instagramie. Program akceleracyjny zaczynam dopiero w poniedziałek, także biznesowych doświadczeń na razie nie mam. Natomiast mogę podzielić się z Wami stricte turystycznymi spotrzeżeniami:

  • Nikt (albo prawie nikt) nie mówi tu po angielsku. Mimo, że mieszakamy w International Exchange Center nawet z Panią na recepcji trzeba komunikować się na migi.
  • Wi-Fi w pokoju hotelowym nie jest standardem. Ten wpis piszę z recepcji, bo tu jest otwarte Wi-Fi, co prawda w pokoju mam kabelek z Ethernetem, ala nie za bardzo mam gdzie go wsadzić do swojego macbooka
  • Internet jest za „żelazną kurtyną” a raczej „Chińskim Murem”, żeby swobodnie korzystać z Facebooka czy Googla muszę się tunelować przez VPN-a
  • Mobilny Internet tylko po wcześniejszym podaniu danych. Myślałem, że tak jak w Polsce kupię sobie spokojnie starter w jakimś kiosku albo markecie i będę śmigać ze smartfona ale niestety nie jest tak łatwo. Dzisiaj mam nadzieję rozwiązać ten problem. Z tego co naczytałem się w sieci to podobno numery, które zawierają szczęśliwe cyfry np. 8 (po chińsku brzmi jak „bogactwo”) są droższe niż te które zawierają liczby pechowe np. 4 (po chińsku brzmi jak „śmierć”)
  • Na ulicy wszyscy trąbią na siebie na ulicy
  • Przy stole wszyscy „siorbią”. Myślałem, że jedzenie pałeczkami jest skomplikowane i w pewien sposób dystyngowane, tymczasem z tego co widzę to polega tylko na jak najszybszym przetransportowaniu pożywienia z miski do ust.

Więcej relacji i doświadczeń już wkrótce, na koniec jak zwykle element muzyczny co prawda znaleziony w polskiej części internetu, ale świetnie korespondujący z kolorową, wchodnią, dziwną rzeczywistością, w której obecnie się znajduję.

60517641

Jak korzystasz z iWishera?

By | iWisherowe zmagania z rzeczywistością | No Comments

Wymyślając, projektując a obecnie wdrażając projekt iWishera w życie chcieliśmy stworzyć narzędzie z którego sami będziemy chcieli korzystać. Ponieważ nie udostępniliśmy jeszcze narzędzia publicznie, trudno nam wyrokować jak faktycznie ludzie z niego skorzystają, ale po rozmowach z użytkownikami, oraz pokazywaniu go na spotkaniach face to face, mamy pewne przemyślenia i obserwacje. Jako pierwsi z narzędzia będą mogli skorzystać nasi Zajebiści Testerzy iWishera. Oni otrzymają dostęp do aplikacji już niedługo. Następnie kiedy otrzymamy wszystkie niezbędne pozwolenia z Komisji Nadzoru Finansowego uruchomimy „betę” gdzie każdy, kto otrzyma zaproszenie lub dorzuci się do jakiegoś iWisha będzie mógł dołączyć do naszej społeczności i zostać użytkownikiem.

Dzisiaj chciałbym podzielić się z Wami jak na razie komunikujemy iWishera oraz pokazać Wam jaki feedback zbieramy od ludzi, tzn. jak mówią, że będą z naszego narzędzia korzystać.

Co na razie komunikujemy

iWisher to aplikacja ułatwiająca finansowanie prezentów. Na taki jednozdaniowy opis tego narzędzia zdecydowaliśmy się jakiś czas temu i wciąż się nim posługujemy. Na okres przed launchem produktu gdzie głównie zależy nam na zwróceniu uwagi, ten claim uważam za bardzo dobry. Na lekcjach marketingu wbijali mi do głowy model AIDA, czyli Awarness, Interest, Desire, Action. Ponieważ prezenty dostaję każdy, u każdego ten komunikat wzbudza uwagę. Po przejściu na nasz Landing Page widzimy nasze hasło „It’s easy to get what you want” co w połączeniu z pięknymi fotografiami przenosi nas przez dwa kolejne stopnie modelu czyli Interest i Desire, i czasami prowadzi do akcji na której nam zależy czyli podaniu adresu e-mail i zapisu do beta testów aplikacji.

To hasło jest fajne przed launchem, ale w momencie uruchomienia aplikacji bardziej będziemy zbliżać się do internetowej listy rzeczy które chcesz mieć. Prezenty mimo swojej atrakcyjności marketingowej (każdego dotyczą, czyli każdego interesują i każdy zwraca na ten temat uwagę) niosą ze sobą coś co nazwaliśmy „obciążeniem zwyczaju”. Wręczanie i otrzymywanie prezentów niesie ze sobą pewne rytuały  i jeżeli będziemy chcieli je na siłę zmieniać, to obawiamy się, że napotkamy duży opór.

Lista Prezentów Ślubnych

Ludzie (wyłączając określone sytuacje) czują psychiczny opór przed udostępnianiem innym informacji o tym, co chcą dostać. Oczywiście nie wszyscy ludzie oraz nie we wszystkich sytuacjach, internetowi ekstrawertycy nie mają z tym problemów, w trakcie ślubów coraz więcej osób nie czuje się skrępowanym. Z weselami wiąże się też pewna analogia z tym,  jak widzimy rozwój naszego produktu. Chodzi mianowicie o „wizytówki na stołach”. Jeszcze kilka lat temu jak sam brałem ślub (8,5 roku temu) wizytówki nie były taką oczywistością. Zastanawialiśmy się z żoną czy nikogo takim usadzaniem nie urazimy. Chodząc wtedy na wesela pamiętam, że wizytówki pojawiały się na co drugim, czasem co trzecim weselu. Początek imprezy wyglądał tak że trzeba było puścić kogoś przodem aby ten „zaklepał nam miejsca”. Z perspektywy czasu była to „lekka paranoja”, karteczki na stole usprawniły bardzo cały proces usadzania na weselach, a obecnie jest to już tak powszechna norma, że wydaje mi się, że czuł bym się niekomfortowo  gdybym trafił na wesele bez wizytówek. Taka sama sytuacja wydaje nam się, że odbywa się obecnie z listą prezentów ślubnych udostępnianą gościom przed weselem. Na zachodzie taka praktyka jest już bardzo popularna, w Polsce też powoli staje się zwyczajem. A my w iWisherze mamy nadzieję, że stanie się powszechnie panującą praktyką, a nasza aplikacja będzie oczywiście pierwszym skojarzeniem z tym zwyczajem.

Prezenty na urodziny dzieciaków

Prezenty ślubne są naszym pierwszym i głównym targetem, drugą grupą docelową są rodzice małych dzieci. Z tą grupą utożsamiamy się najbardziej ponieważ każdy z founderów ma dwójkę lub więcej własnych dzieci. Każdy z nas organizował wielokrotnie urodziny dla swoich pociech i każdy miał po imprezie problem ze zduplikowanymi prezentami. W przypadku wesel wyjątkowość sytuacji powoduje, że nasza bariera dzielenia się informacja o tym co chcielibyśmy dostać jest mniejsza. W przypadku urodzin małych dzieci gdzie nadawca komunikatu nie jest tą samą osobą co obdarowany ta bariera praktycznie nie występuje. W przypadku urodzin małych dzieci dodatkową przewagą jest fizyczny nośnik zaproszenia na której spokojnie można napisać short url, który będzie wskazywał na określoną wishlistę.

A od Ciebie chciałbym to

Tak jak w przypadku powyższych dwóch przypadków sądzimy, że otwarte wishlisty sprawdzą się najlepiej, tak w przypadku  prezentów na urodziny lub gwiazdkę wydaje nam się, że użytkownicy będą dokładnie wskazywać poszczególnym osobą co chcieliby dostać. Nasz serwis powstaje po to aby móc sobie informację o fajnych rzeczach zachomikować, tzn zachować na określoną okazję. A jak już okazja będzie miała miejsce i  będziemy obdarowywani, wtedy gdy ktoś zapyta Co chciałbyś dostać? Nie odpowiemy mu Nie ważne, kup cokolwiek. A powiemy Zerknij na mojego iWishera tam masz całą listę. Przynajmniej wszyscy w firmie mamy taką nadzieję :)

Moja prezenta jest najmojsza

W trakcie rozmów z osobami zauważyliśmy, że nie których wcale nie interesuję społecznościowy  aspekt naszej aplikacji a chcą mieć po prostu miejsce gdzie sami będą odkładać na założony wcześniej cel. Cieszy nas to niezmiernie. Wśród rosnącej popularności wszelkiego rodzaju coachingów, samodoskonalenia się i trendu związanego z samomotywowaniem sie do pracy, iWishe będę idealnymi nagrodami które każdy będzie mógł sobie sprawić.

A jak Ty drogi czytelniku jak chciałbyś skorzystać z iWishera, odpowiedz na to pytanie w komentarzach do tego posta lub w grupie zajebistych beta-testerów, którzy otrzymają dostęp do aplikacji już na dniach.

10981950_795987740480576_8930140362776654044_n

„Słuchaj innych” od teorii do praktyki

By | iWisherowe zmagania z rzeczywistością | 9 Comments

Przed rozpoczęciem pracy nad iWisherem wydawało mi się, że odrobiłem pracę domową i pobrałem odpowiednią dawkę wiedzy teoretycznej. Zakupiłem na Upoluj ebooka książkę Podręcznik startupu. Budowa wielkiej firmy krok po kroku . Zasubskrybowałem kilka profili znanych i cenionych start-upowców na Twitterze, Facebooku, czy Medium. Częściej zacząłem odwiedzać serwis Mam Start-up. Zacząłem oglądać świetny kurs na You Tube’ie wydany przez Y Combinator How to start your start-up, i ogólnie starałem się być na czasie w temacie ciągle czytając klasyki tej kategorii.

Teoria

Jednym z podstawowych założeń budowania start-upu jest zasada Done is better than perfect. Wszyscy mentorzy zalecają budowanie jak najszybciej prototypu i później pokazywanie go potencjalnym użytkownikom w celu zebrania informacji zwrotnej. Jak najszybsze budowanie makiety, mock-upa czy czegokolwiek co można pokazać użytkownikom, jest dużo lepsze niż mnożenie kolejnych funkcjonalności w swojej aplikacji, które mimo, że twórcom wydają się niezbędne, dla ostatecznego użytkownika są zupełnie niepotrzebne. Słyszałem to wielokrotnie, a nawet więcej, powtarzałem te zasady innym :).

Równolegle w pracy nad iWisher’em, wspólnie z Agnieszką Wojciechowską i Warsztatami Kultury realizuję taki projekt jak Medialab Lublin Battle, gdzie uczestnicy realizują autorskie medialabowe projekty. W tym projekcie wszystkim zawodnikiem wpajałem aby jak najszybciej przeszli z teorii do działania. Ale łatwo jest pouczać innych gorzej do trudnych zasad zastosować się samemu.

W iWisherze też najpierw stworzyliśmy klikalne makiety, i oprócz samej prezentacji opisującej projekt, potencjalnym inwestorom czy innym podmiotom z którymi np. chcieliśmy nawiązać współpracę je prezentowaliśmy. W momencie kiedy udało się uzyskać finansowanie zabraliśmy się za projektowanie konkretnych ekranów (photoshop) a później ich cięcie do HTML-a i developmentu całego back-endu aplikacji. I tak naprawdę od ponad 6 tygodni walczymy nad aplikacją nie pokazując jej prawie nikomu.

W zeszłym tygodniu miałem szansę pokazać nasz projekt dwóm mentorom ze sceny start-upowej. Byli to naprawdę mocni zawodnicy, którzy na internetach zjedli zęby i naprawdę wiedzą jak robić internetowe biznesy.

Na pierwszym mentorze nasz projekt zrobił bardzo dobre wrażenie, że zacytuję „Dawno nie widziałem tak dobrej egzekucji”. Chwalił nas głównie za design serwisu, ale też za to jak dobrze mamy przemyślany rozwój aplikacji i  model biznesowy. Nie przekonywała go nazwa ale ogólnie zachęcał do udziału w rożnych konferencjach żeby pokazać ten projekt szerszej publiczności. Ogólnie super. Po tym spotkaniu miałem wrażenie, że dokładnie wiem co robimy i dokąd zmierzamy. Motywacja rosła aż się ciepło w brzuchu robiło. Ponieważ nasz pierwszy mentor rozwija start-up SaaS-owy, poprosiłem go aby jeżeli może to umówił nas na spotkanie z kimś komu udało się zbudować dużą społeczność wokół serwisu.

Dla mniej zorientowanych w start-upowym slangu, SaaS to skrót od sformułowania System as a Service.W tym modelu biznesowym aplikacje są sprzedawane w modelu abonamentowym (klient płaci co miesiąc abonament za możliwość korzystania z określonego oprogramowania). iWisher działa w modelu socialowym. Ponieważ nasze główne źródło przychodu to prowizja ze sprzedaży wygenerowanej za pośrednictwem aplikacji, aby nasz biznes się „spinał” potrzebujemy dość dużej liczby takich transakcji, a co za tym idzie dużej ilości użytkowników.

Nasz pierwszy mentor spełnił moją prośbę i umówił nas na skype’a z prawdziwą ikoną branży internetowej. Osobą, która jest w branży od wielu lat i jego doświadczenie i dokonania są ogólnie podziwiane. Drugi mentor ma wiele biznesów i większość z nich opiera się albo na modelu reklamowym albo na modelu prowizyjnym. Obydwa te modele wymagają bardzo dużej ilości użytkowników, i ten mentor za pośrednictwem swoich pracowników buduje niesamowicie liczne i zaangażowane społeczności wokół swoich serwisów.

Drugi mentor nie był już dla nas tak łaskawy jak pierwszy. Gdybym powiedział, że wypunktował elementy, które w naszym projekcie są słabe nie oddałbym przekazu całej rozmowy. Generalnie wypunktował wszystko od naszego doświadczenia, przez fakt że dostaliśmy finansowanie i niezbyt chwytliwą nazwę. Kończąc na pokazaniu nam przykładów z polski i nie tylko gdzie podobne aplikacje się nie sprawdziły. Mentor nie owijał w bawełnę i jechał po nas równo, generalnie po prawie 1,5 godzinnym Skype’ie czułem się jakby ktoś przez godzinę kopał mnie w krocze a później przejechał walcem. Nawet to co poprzedni mentor tak pochwalił czyli design aplikacji, zjechał wskazując, że za długo się z tym pieścimy zamiast jak najszybciej budować serwis i zbierać informację zwrotną z rynku. Wieczorem nie mogłem spać i generalnie chciało mi się płakać, ale ponieważ pół nocy nie przespałem miałem czas na przemyślenie wszystkich elementów rozmowy.

Jak przeanalizowałem rozmowę na zimno to doszedłem do wniosku, że drugi mentor wcale nie zjechał nas dla zasady (taki hejt dla hejtu), tylko dosyć precyzyjnie wskazał obszary gdzie powinniśmy zmienić podejście i dał jasne wskazówki co powinniśmy poprawić.

Praktyka

Główną jego wskazówką było słuchanie użytkowników i zbieranie feedbacku z rynku. Dlatego też  założyliśmy GRUPĘ ZAJEBISTYCH TESTERÓW IWISHERA i do której to grupy Szanowny czytelniku tego wpisu chcę Cię serdecznie zaprosić. Będziesz w gronie userów, którzy dostaną zaproszenia do wersji „beta” serwisu a może nawet do wczesnej „alfy”, którą uruchomimy jeszcze przed domknięciem wszystkich kwestii formalnych. Dodatkowo to od Ciebie będzie zależało jakie funkcjonalności wdrożymy do iWishera oraz jak będzie wyglądał serwis. Także nie wahaj się, kliknij w ten link i poproś o dostęp do grupy.

Steve Jobs uważał, że nie ma sensu wykonywać badań rynku bo po co pytać ludzi o coś, o czym tak naprawdę nie mają pojęcia, jednocześnie bardzo dbał o wszystkie detale i miał „hopsa” na punkcie typografii i innych szczegółów na które jego ówcześni konkurenci zupełnie nie zwracali uwagi . Henry Ford powiedział, że gdyby spytał swoich klientów o to co chcieli by dostać, odpowiedzieli by, że szybszego konia. Jednocześnie powiedział, że może wyprodukować samochód w każdym możliwym kolorze pod warunkiem, że będzie to kolor czarny. Obydwaj mieli słuszność w swoim podejściu do biznesu.

My w iWisherze chcemy osiągnąć  konsensus pomiędzy wypuszczaniem produktu jak najszybciej to możliwe, przy jednoczesnym dopracowaniu szczegółów do tego stopnia, aż będą zaspokajały nasze wybujałe oczekiwania wobec designu i detali, nieustannie słuchając potrzeb i oczekiwań naszych użytkowników. Dlaczego konsensus a nie kompromis, konsensus to rozwiązanie konfliktu w ten sposób gdzie wszystkie strony są zadowolone czyli w naszym przypadku wszystkie założenia są spełnione. Kompromis to rozwiązanie konfliktu gdzie wszystkie strony są zmuszone pójść na ustępstwa w celu osiągnięcia rozwiązania. Według nas ustępstwa są słabe.

Wierzymy, że  uda nam się te założenia spełnić, ale do tego potrzebujemy Mój Drogi Czytelniku Twojej pomocy.

Po tym jak dołączysz już do wyjątkowego grona testerów naszej aplikacji, odpowiedz w grupie lub tutaj na blogu w komentarzach na jedno pytanie:

Dlaczego nie skorzystałbyś z aplikacji ułatwiającej finansowanie prezentów ? Oraz jakie funkcjonalności by Cię do tego mogły skłonić.

Wiem, że póki iWisher nie ruszy w  wersji beta mówimy o dyskusji na bardzo dużym poziomie abstrakcji ale Twoje zdanie nawet teraz jest dla nas bardzo ważne.

tools-625620_1920

Narzędzia do organizacji pracy początkującego start-upowca

By | iWisherowe zmagania z rzeczywistością | No Comments

Dzisiaj wpis w którym chciałbym się z wami podzielić narzędziami które organizują mi pracę jako młodego przedsiębiorcy. Wiem, że takich zestawień jest mnóstwo ale może akurat moje zestawienia wam się przyda.

Asana

W iWisherze to nasze centrum dowodzenia, oprogramowanie typo project manager, które dla mnie jest tak naprawdę bardzo dobrze rozbudowaną a jednocześnie zoptymalizowaną to-d0 listą. W swojej karierze zawodowej miałem okazję korzystać z kilku różnych programów do zarządzania projektami ostatnio przez dwa lata w Vena Art pracowaliśmy na Basecamp‚ie i pomimo, że uważam, że to bardzo dobre oprogramowanie to Asanie może „buty czyścić”. Dużo łatwiejsza nawigacja pomiędzy poszczególnymi projektami, brak konieczności zakładania każdorazowej listy to-do’sów czy oddzielnych projektów, lepsze zarządzanie uprawnieniami po prostu idealne oprogramowanie do organizacji pracy, która nastawiona jest na efekt. Ponieważ jestem ogromnym fanem filozofii GTD, praktycznie odkąd pamiętam wspierałem się checklistami w celu lepszej organizacji własnej pracy, na początku była to oczywiście karta i długopis, później „zadania” wbudowane w Gmaila, ostatnio upodobałem sobie Wunderlista. Asana tak naprawdę jest skrzyżowaniem Wunderlista z Basecampem naprawdę gorąco polecam. Jeżeli chodzi o cenę to sam nie do końca wiem do ilu użytkowników może korzystać z asany za friko, bo nie mówią o tym wyraźnie na swojej stronie, ale na razie korzystamy z tego w 5 osób i nie płacimy. Mały pro-tip ode mnie jeżeli zdecydowalibyście się na asanę, aby za jej pośrednictwem organizować swoją pracę polecam włączyć takiego hacka.

Account Settings>Hacks>Celebrations i klikamy Activate

Nie będę wam zdradzał co się stanie żeby nie zepsuć wam zabawy, ale naprawdę potrafi poprawić humor.

Slack

Jest naszym wewnętrznym komunikatorem, najpierw chcieliśmy wewnętrzną komunikację oprzeć o iMessage ale po pojawieniu się w naszym zespole pierwszego PC’towca musieliśmy zrewidować plany. Slack jeżeli chodzi o użyteczność i jakość wykonania jest po prostu genialny. Naprawdę jest to produkt tak dobry, że człowiek jest w stanie się w nim zakochać. Możliwości integracji praktycznie ze wszystkim jest dużą przewagą tego narzędzia. Kolega Michał Pukacz z Landing Harbor wykorzystuje go jako notyfikator o nowych użytkownikach swojej aplikacji. Za każdym jak ktoś założy nowy landing page, Michał dostaje na swojego slacka powiadomienie. My oprócz komunikacji osoba-osoba wykorzystujemy go jako kanał do podzielenia się czymś w szerszej grupie, ale z tego co wiem to zastosowań jest mnóstwo.

Gmail

Czyli moje podstawowe narzędzie pracy od wielu lat. Obecnie może już nie tak podstawowe jak było to w agencji gdzie praktycznie 70% czasu pracy było poświęcone właśnie jemu, ale nadal bardzo istotne. Korzystałem z wielu klientów pocztowych Outlook, Thunderbird, mail app ostatnio eksperymentowałem z różnymi klientami na maca, i powiem jedno: Gmail jest po prostu nie zastąpiony. Ja wiem, że wszystko jest kwestią przyzwyczajenia ale naprawdę trudno mi zrozumieć jak inni mogą być zadowoleni korzystając z innych klientów pocztowych. Automatyczne filtry, inteligentne etykiety i genialny search to wszystko sprawia, że pomimo tego, że raz na jakiś czas staram się przekonać do innego programu pocztowego, chyba nigdy nie odstąpię od Gmaila.

Evernote

Wirtualny notatnik, który umożliwia synchronizowanie notatek pomiędzy różnymi urządzeniami, z wtyczką Evernote Web Clipper jest idealnym narzędziem dla wszystkich chomików, którzy lubią zbierać ciekawe artykuły, aplikacje i inne zasoby które możemy znaleźć w sieci. Dodatkowo świetnie się sprawdza jako miejsce gdzie coś szybko chcemy zapisać a nasza notka nie zasługuje na miano „dokumentu”.

To oczywiście nie wszystkie narzędzia, bardzo często korzystam z pakietu iWorks, Google Docs’ów i Google Drive’a. Jest też masa narzędzi marketingowych ale z ich prezentacją poczekam do kolejnego zestawienia.

A muzyczka na dziś w żaden sposób nie nawiązuje do tematyki postu, ale i tak jest zajebista.

stamp-114353_1280

Przyjazne Państwo, czyli durne zasady ważniejsze niż zdrowy rozsądek

By | iWisherowe zmagania z rzeczywistością | 9 Comments

Są takie historie, które jak się przydarzą to nie wiadomo czy śmiać się, czy płakać. Mistrzem relacjonowania na pozór zwykłych historii dnia codziennego, które jednak wydają się niesamowite, według mnie jest Yuri Drabent. Jego forma i język powodują, że posty które publikuje na swoim fb niosą się później po całym polskim internecie.

Do tego takiego poziomu  atrakcyjności postu, jakie puszcza Yuri, pewnie mi daleko, ale może i historie, które mi się przydarzają są po prostu mniej śmiesznie. Dzisiaj chciałbym Wam opowiedzieć krótką historię o tym jak to dwóch kolesi, którzy chcieli założyć spółkę skorzystało z procedur „Przyjaznego Państwa”.

Jak doskonale wszyscy czytelnicy tego bloga wiedzą jakiś czas temu udało nam się zawiązać spółkę z o.o.. Założenie spółki teoretycznie jest banalnie proste bo idzie się do notariusza tam podpisuje się akt zakładający spółkę i już mamy spółkę. W normalnym Państwie to było by wszystko, te dokumenty były by poprzez prawników czyli notariuszy przekazane odpowiednim służbom i ludzie którzy założyli spółkę mogliby się zająć tym co chcą robić czyli biznesem. Niestety w Polsce przedsiębiorca zobowiązany jest do tzw. formalności, kiedyś zmuszony był do zgłasznia się do kilku Urzędów : sądu rejestrowego, urzędu statystycznego i urzędu skarbowego. Teraz nasze Państwo chcąc ułatwić nam przedsiębiorcom pracę stworzyło procedury, które powodują, że wystarczy złożyć  wniosek do Sądu Rejestrowego a ten przekaże tą informacje pozostałym podmiotom, które to nadadzą nam i NIP i REGON.W Lublinie Sąd Rejestrowy ma siedzibę w Świdnik. Czyli mamy

Sąd Rejonowy Lublin-Wschód w Lublinie z siedzibą w Świdniku

(czaicie w Lublinie z siedzibą ŚWIDNIKU tak tym Świdniku, tym LSW, tym gdzie dzieci wiecie w co się bawią, w miasto) no nie ważne kto jest z Lublina rozumie o co chodzi ze Świdnikiem. Już ten fakt powinien wzbudzić podejrzenia, że sytuacja będzie musiała sięgnąć granic absurdu.

Generalnie sam wpis do Sądu nie jest jakiś niezbędny do funkcjonowania spółki ale brak NIP-u, który jest wydawany automatycznie po wpisie do sądu jest jak wrzód na wiecie czym. Niby można brać faktury na spółkę w organizacji, ale później biegania z papierami jest jeszcze więcej, także mimo, że spółkę założyliśmy 21 stycznia po dziś dzień z powodu braku NIP-u mamy problemy z wszelkimi kwestiami inwestycyjnymi i zakupami. Ale po tym przydługim wstępie przejdźmy do meritum, czyli do historii naszej walki z sądem rejestrowym.

Wspólnie z drugim członkiem zarządu, od razu w momencie kiedy to było możliwe, czyli po skompletowaniu wszystkich dokumentów związanych z wkładem inwestycyjnym do spółki, udaliśmy się się do Sądu Rejonowego w Lublinie z siedzibą w Świdniku (sic!) celem założenia spółki a właściwie to jej zgłoszenia, no bo spółka tak właściwie według prawa już istnieje. O tym z jakimi problemami spotkaliśmy się przy składaniu wniosku wspomniałem już w pierwszym wpisie, ale dla przypomnienia po przepisaniu wszystkich danych z jednych papierków na drugie, czyli z umowy spółki na konieczne formularze napotkaliśmy problem w postaci „przerwy w  sądzie”. Panie, które doskonale pamiętają epokę Gierka a może nawet i Gomułki, swoim wyrazem twarzy i nastawieniem skutecznie zniechęcają do odwiedzenia ich ponownie. Znacie takie spojrzenia urzędnika typu „gniocie  ja tu sobie spokojnie siedzę i ….. siedzę a ty wpadasz i przeszkadzasz mi w siedzeniu ”  jak nie znacie z autopsji to jesteście szczęściarze. Ale żeby się doedukować polecam genialny blog rysunkowy Pani Halinka, który dokładnie obrazuje z jakimi Paniami będziecie mieli do czynienia jeżeli zgłosicie się do tego sądu. A więc te Panie Halinki miały zasadniczo dwa zadania 1. wydać nam konieczne formularze bezsensownych wniosków, a następnie 2. po tym jak je wypełnimy, te wnioski od nas przyjąć.

W firmie komercyjnej typu bank to pracownicy banku wypełniają za Ciebie wszystkie formularze a ty tylko sprawdzasz swoje dane składasz podpis i jesteś szczęśliwy, że ktoś Ci pomógł. W urzędzie ta sytuacja pewnie nigdy nie będzie miała miejsca, ale wyobraźcie sobie jak fantastycznie było by gdyby w urzędzie obsługiwano was jak w komercyjnej firmie ehh to by była piękna sytuacja. Ale wracając do naszej historii z racji, że formularze urzędowe są anty-użyteczne a my ze wspólnikiem nie mamy dużego obycia z sprawami administracyjno-prawnymi nie wiedzieliśmy jak wypełnić jedno z pól. Chodziło dokładnie o pole „reprezentacja spółki”.

Niestety, aby dowiedzieć się dokładnie  co mamy tam wpisać musieliśmy poczekać 26 minut ponieważ nasz problem pojawił się o godzinie 12:34 a w godzinach 12:30 -13:00 sąd nie działa bo Panie mają przerwę. Wszyscy zasługują na przerwę i odpoczynek, i nie odmawiam tego nikomu, ale jeżeli 3 Panie Halinki pełnią tę samą funkcję to do cholery jasnej niech wykorzystują przerwę na zmianę, żeby dane stanowisko mogło funkcjonować. Ale nie ważne, odczekaliśmy te pół godziny rozmawiając o totalnym absurdzie nas otaczającym po czym zwróciliśmy się do Pani Halinki jak mamy wypełnić te pole. Otrzymaliśmy informacje, że trzeba to wypełnić tak, jak jest w umowie i na oczach Pani wypełniliśmy to pole następującą treścią :

Do reprezentowania spółki upoważniony jest zarząd zgodnie z umową spółki.

My pisaliśmy a Pani Halinka patrzyła na to po czym przyjęła komplet dokumentów.

Byłem mocno zdziwiony, że Pani policzyła tylko liczbę kartek walnęła pieczątkę z datą i powiedziała „To wszystko dziękuje”. Na moje pytanie o to czy nie może tego jakoś sprawdzić, spojrzała tylko na mnie z pogardą wzięła kawałek kartki przybiła pieczątkę wpisała numer sprawy i powiedziała, żeby dzwonić w poniedziałek.

Zdradzę wam tajemnicę to „zasłona dymna”, te numery to fikcja. Na pieczątce są 3 numery ale niestety pomimo, że pod każdy dzwoniliśmy kilka razy dziennie przez ponad tydzień, ani razu nie udało nam się dodzwonić tzn. chyba raz się udało, w czwartek ale niestety Pani powiedziała, że sprawa jest jeszcze rozpatrywana.

Po ponad 10 dniach od złożenia wniosku siedzieliśmy w firmie dyskutując przy uchylonych drzwiach o kolejnej zajebistej funkcjonalności naszej aplikacji. Byliśmy pochłonięci dyskusją, gdy w pewnym momencie wpadł koleś zostawił awizo i wyszedł. Zanim zorientowaliśmy się, że ten koleś był kurierem in-postu a list, który miał ze sobą zapewne jest od sądu kolesia już nie było w budynku. Długo zastanawiałem się dlaczego koleś zamiast wręczyć nam list zostawił tylko awizo, i doszedłem do pewnej spiskowej teorii. To są tylko moje domysły, ale wydaje mi się, że taki kurier jest rozliczany za ilość punktów, które obsłuży, ponieważ zostawienie awizo jest szybsze niż przekazanie listu, które trzeba dodatkowo pokwitować, zweryfikować pieczątką etc. Kolesiowi łatwiej i szybciej jest rzucić awizo i lecieć dalej. Paranoją jest to, że utrudniając cały proces odbiorcy usługi (w tym wypadku nam) podnosi swoją produktywność. Wspólnik pojechał do wskazanego na awizo punktu in-postu (kiosk ruchu) ale niestety Pani w kiosku odpowiedziała, że przesyłki nie ma i kurier przyniesie ją dopiero wieczorem, także do odebrania będzie dopiero jutro.

Ponieważ nadal nie mieliśmy i NIP-u a chcieliśmy zrobić trochę zakupów do firmy, każdy dzień opóźnienia doprowadzał nas do szału. Rozumiecie, najpierw Pani Halinka, później numer którego nikt nie odbiera a teraz, kurier cwaniak i musimy kolejny dzień czekać. Zagryźliśmy zęby i do wskazanego kiosku ruchu wybraliśmy się następnego dnia.

Podchodzę do okienka i dyskusja wygląda mniej więcej tak:

– Dzień dobry, awizo chciałem odebrać.

– Dzień dobry poproszę (kobieta bierze ode mnie świstek, przegląda jakieś kuwety)

– To pewnie z sądu rejestrowego, czytałem gdzieś w internecie, że teraz in-post obsługuje sądy bo wygrał przetarg ( zagaduje delikatnie, aby umilić Pani przeglądanie kuwet i wzbudzić większą wzajemną sympatię niż w przypadku Pań Halinek)

– Tak, wygrał. A to na firmę jest tak ? ( odpowiada uprzejmie Pani wyciągając kopertę, w której mam nadzieję dostać upragniony nr NIP)

– Tak, na firmę założyliśmy sp. z o.o. i czekamy na dokumenty rejestrowe (odpowiadam podtrzymując rozmowę)

– Aaaaa  …  to ja potrzebuję pieczątki żeby Panu to wydać.

Gdybyście zobaczyli moją miną wtedy, na pewno padlibyście ze śmiechu. Jak DO CH..JA PANA mam mieć pieczątkę bez NIP-u i REGON-u ,które w moim mniemaniu znajdują się w tej kopercie. Niestety Pani  upiera się, że bez pieczątki mi nie wyda dokumentów, bo później będzie miała problemy z tym u In-Postu, i że ona w ogóle nie wie po jaką cholerę to sobie wzięła, że z tym jest więcej problemu niż pożytku i ogólnie widać, że też się wkurza na całą paranoję i durne procedury.

Po krótkich negocjacjach i spisaniu moich danych z dowodu i podpisaniu oświadczenia, że mogę te dokumenty odebrać, dostałem w końcu upragnioną kopertę.

Otwieram, czytam, przebijam się przez kolejne linijki biurokratyczno-administracyjnego bełkotu, i w końcu dociera do mnie, że trzymam w ręce decyzję o odrzuceniu naszych dokumentów.

Chce mi się krzyczeć, ryczeć, generalnie to krzyczę głównie słowa niecenzuralne dlatego nie będę tutaj tego cytował, ogólnie MEGA WKUR….NIE.

Co się okazuje, sąd zdecydował, że odrzuca nasz wniosek z dwóch powodów:

1. niepoprawnie wypełniliśmy kwestie dotyczące reprezentacji spółki, czyli dokładnie te pole które konsultowaliśmy z Panią Halinką

2. w formularzu WK zgłosiliśmy również udziałowców spółki, którzy mają poniżej 10% udziałów co nie podlega wpisowi do KRS-u. Rozumiecie, nie podlega, jak nie podlega to tego nie wpisujcie, ale przecież ja składając dokument mówiący o składzie wspólników nie muszę tego wiedzieć, i wypełniłem dokument poprawnie, podając pełen skład wspólników, niestety dla urzędników zbyt dokładnie i to był powód, żeby cofnąć nam te dokumenty.

Pełni negatywnych emocji pojechaliśmy do sądu, aby całą sprawę wyjaśnić. Ogólnie nasz błąd polegał na tym, że jeden dokument wypełniliśmy zbyt dokładnie natomiast drugi zgodnie z tym co powiedziała nam Pani Halinka w biurze podawczym. W decyzji, którą dostaliśmy apropos punktu 1. szanowny Pan Referendarz, który nasze dokumenty odrzucił wskazał nam dokładny paragraf z naszej umowy spółki, który musimy przepisać do formularza.

Dostając już głupawki, w oparach absurdu, poprosiliśmy akta naszej sprawy po czym przepisaliśmy ponownie coś co jest na jednym dokumencie (umowie spółki) do drugiego dokumentu (formularza urzędowego) tym razem dbając o to, żeby nie wypełnić wszystkich wspólników, oraz przepisać określony paragraf słowo w słowo.

Pani w czytelni chyba rozumiała, jak bardzo jesteśmy niedostosowani do urzędowych realiów bo była tak miła, że podyktowała mi pismo które przecież musiałem złożyć odnoszące się do całej sprawy. Zdradziła mi też tajemnice, okazuje się, że nasz kochany ustawodawca zabronił im czyli urzędnikom udzielania jakichkolwiek porad, ponieważ od udzielania porad prawnych są notariusze i prawnicy, i ona tak naprawdę nie powinna mi pomagać bo łamie w  tym momencie zapisy ustawy.

Głowa  zaczęła mi dymić od zdenerwowania, absurdu, wszechobecnej paranoi po prostu nie wierzyłem, że to jest rzeczywistość, po czym Pani w czytelni z uśmiechem powiedziała:

Panie tu jest Polska tu się biznesów nie robi. Za dużo formalności.

Czaicie paradoks , Pani w urzędzie – przedstawicielka Państwa mówi, że tu się tego nie robi ehhh szkoda gadać.

W biurze podawczym wyciągnęliśmy kolejne numery telefonów informując Panie Halinki, że te co nam dały ostatnio nie działają. Poprosiliśmy o to żeby sprawdziły czy na pewno to co teraz składamy jest już ok i wróciliśmy do firmy pełni zwątpienia w nasze Państwo.

Wspólnik dzwonił nieskutecznie  codziennie do sądu aż w ten piątek udało nam się dodzwonić, nie zgadniecie co się dowiedzieliśmy –

PONOWNE ODRZUCENIE

Ponieważ Pani powiedziała, że telefonicznie nie może nam udzielić informacji o powodzie odrzucenia, nie czekając na awizo, które pewnie przyjdzie do nas w poniedziałek, po czym we wtorek będziemy mogli odebrać je z kiosku ruchu pojechaliśmy do sądu wyjaśnić sprawę.

Okazało się, że Pan referendarz doszedł do wniosku, że nie złożyliśmy jeszcze dokumentów dotyczących Rady Nadzorczej. Nie zauważył tego za pierwszym razem, zauważył to dopiero teraz. Gratuluję zdolności, ciekawe czy mają procedurę, która zauważy, że naraził skarb Państwa na stratę bo wysłał dwie niepotrzebne wysyłki, chociaż tych dokumentów nie było tam od początku. Tzn. de facto były bo złożyliśmy uchwałę firmy o powołaniu rady nadzorczej ale nie dołączyliśmy koniecznego formularza.

Oczywiście dołożyliśmy wszystkie formularze, ale znając nasze szczęście coś mu  (Referendarzowi) się jeszcze nowego nie spodoba i odrzuci nam ten wniosek po raz kolejny ehhh szkoda gadać.

Nie ma co się przejmować urzędnikami tylko po prostu robić swoje i mieć nadzieję, że to kiedyś będzie wyglądać normalnie, nawet nie dobrze, nie super. Normalnie i zgodnie ze zdrowym rozsądkiem to wszystko co chciałbym od „Przyjaznego Państwa”

I muzyczka na koniec, łatwo to się nie za zrobić nic.

 

except-for-tim-comic

Cebularz i maślanka czyli obraz Lubelskiego Start-up-owca

By | iWisherowe zmagania z rzeczywistością | No Comments

Jakiś czas temu podjąłem decyzje o tym, że chcę tworzyć nowy internetowy biznes o  bardzo dużym potencjale do skalowania ale jednocześnie dużym ryzyku niepowodzenia projektu czyli start-up. Definicji start-upu jest jest kilka, Wikipedia podaje np :

Start-up – przedsiębiorstwo lub tymczasowa organizacja stworzona w celu poszukiwania modelu biznesowego, który gwarantowałby jej rozwój. Przedsiębiorstwa te mają zwykle krótką historię, są w fazie rozwojowej i aktywnie poszukują nowych rynków

Według mnie jednak to nie poszukiwanie modelu biznesowego, jest kluczowe a wysokie ryzyko tego przedsięwzięcia oraz potencjał bardzo wysokich zysków. To właśnie te potencjalne wysokie zyski przyciągają do tej branży inwestorów, którzy są w stanie wyłożyć kasę na coś co tak naprawdę nikt nie wie czy się uda.

Środowiska start-upowe są oczywiście najsilniejsze w Dolinie Krzemowej, a jak wyglądają obrazuje świetnie serial Silicon Valley. W Polsce od kilku lat również widać, że takie środowisko pojawiło się i istnieje. Ponieważ Polska jest krajem miodem i hejtem płynącym sformułowanie start-up nabrało wielu negatywnych konotacji. Nie rozwodząc się nad tym czy zarzuty kierowane pod adresem tej grupy społecznej są słuszne czy też nie każdy może sobie wyobrazić „stereotypowy obraz” polskiego start-upowca.

Ma on MacBooka, jada burgery, lubi dobrą kawę z hipsterskiej kawiarni, uruchamia betę, buja się po branżowych konferencjach i generalnie chciałby być znany jak Michał Sadowski i jego Brand24.

W Lublinie środowisko start-upowe przez wiele lat nie istniało, branża interaktywna czy reklamowa istniała jak najbardziej, średnie i duże firmy IT funkcjonowały tutaj od wielu lat, a w ostatnim okresie pojawiło się ich tu całkiem sporo, ale środowisko start-upowe nie dawało o sobie znać. Były barcampy: NETDay który ewoluował w LublinIT aby ostatecznie stać się Lubcampem, przychodzili tam ludzie pokazywali swoje pomysły na biznes, ale w większości byli to przedstawiciele agencji interaktywnych, albo podmioty w dużym skrócie oferujące usługi z zakresu IT, firm start-up-owych oferujących własny produkt było bardzo mało. Jeżeli miałbym wskazać jakiś start-up pochodzący z Lublina, który faktycznie jest rozpoznawalny na scenie ogólnopolskiej to jedyna firma, która mi przychodzi do głowy to Evenea.

Tymczasem pod koniec zeszłego roku coś się stało, sam nie wiem co, ale nagle drgnęło. Pojawił się program finansujący innowacyjne projekty Innova Invest, otworzył się akcelerator przedsiębiorczości Business Link oraz kilka innych, Inkubator Technologiczny mieszczący się przy Parku Naukowo Technologicznym zmienił prowadzącego. Pojawiły się ogólnopolskie imprezy takie jak Aula Lublin, a w niedługim czasie również Start-up Weekend. I co najważniejsze pojawiło się środowisko, które chce tworzyć te internetowe biznesy o wysokim stopniu ryzyka ale i bardzo dużym potencjale rozwoju. Bardzo cieszę się, że mogę uczestniczyć w tym zamieszaniu i gdy czasem jest okazja dorzucić swoją cegiełkę.

Ale wracając do tematu tego wpisu, jaki jest obraz lubelskiego Start-upowca? W trakcie otwarcia Business Link-a, rozmawiając z Michałem Pukaczem, współtwórcą start-upu Landing Harbor, oraz firmy Janusze Internetu która tworzy gry na urządzenia mobilne, oraz Tomkiem Małeckim, prezesem LPNT oraz moim wspólnikiem  w iWisherze Łukaszem Wasilikiem, wymyśliliśmy dwa podstawowe atrybuty takiego lubelskiego start-upowca Cebularz i Maślanka.

Żeby zrozumieć jak silna symbolika stoi za cebularzem i maślanką konieczna jest głębsza refleksja. W Shreku (takiej bajce dla dzieci, która bawi bardziej dorosłych) jest taka scena gdzie tytułowy Shrek tłumaczy swojemu kompanowi Osłowi, o tym jak specyficzne są ogry.

Shrek : Wiesz Ośle, ogry są jak Cebula.

Osioł: Śmierdzą?

Shrek: Tak, tzn Nie!

Osioł: Powodują płacz?

Shrek: Nie!

Osioł: Jak zostawisz je na słońcu to robią się czarne?

Shrek: Nie, Cebula ma warstwy i ogry też mają warstwy!

scena w angielskiej wersji językowej

Lubelscy start-upowcy może i z urody przypominają Shreka, a cebularze mają bardzo dużo wspólnego z cebulą, ale to nie dlatego przywołałem tą historię.

Lublin przez wielu mieszkańców tego pięknego miasta jest uważany za Polskę B, miejsce gdzie mało się zarabia, wszystko jest beznadziejne i ogólnie padaka. Tymczasem Lubelscy start-upowcy jak człowieczek z popularnego mema, trzymając balonik mają na to centralnie wyjebane.

 

Są dumni z tego skąd pochodzą i pomimo, że mają świadomość że inne ośrodki jak Wrocław czy Trójmiasto są bardziej rozwinięte, nie uważają tych miejsc jako lepsze. Shrek wie, że nie jest ciastkiem, wie że jest cebulą.

Nasz cebularz jest unikalny bo jest nasz, i pomimo że może nie jest tak pachnący i słodki jak np świętomarcińskie rogale z Poznania, to nadal jest zajebisty.

Nie wiem czy wszyscy czytający ten wpis załapią, o co mi chodzi, ale mam nadzieję, że przynajmniej niektórzy :)

Ponieważ we wszystkich wpisach dodawałem kawałek muzyczny, to i dzisiaj nie może być inaczej.

W bardzo lubelskim klimacie:

Startup Stock Photos

Od czego zacząć, jeśli chcesz robić swój start-up

By | iWisherowe zmagania z rzeczywistością | 4 Comments

Pisanie poradników przez tak początkującego internetowego przedsiębiorce jak ja było by skrajnym przegięciem pały. Nie mam doświadczenia i jestem dopiero na początku swojej drogi także prośba o nie traktowanie tego wpisu jako artykułu eksperckiego, chce  po prostu  podzielić się z Wami jak to wyglądało w naszym iWisherowym przypadku.

Może to mało odkrywcze ale żeby zrealizować swój pomysł na internetowy biznes zasadniczo potrzebujesz dwóch rzeczy

1. Pomysłu

2. Zasobów do realizacji tego pomysłu. Jako zasoby definiuje mix czasu, pieniędzy i umiejętności, które są oczywiście połączone z osobami, które te umiejętności posiadają. Po kolei jak zabrać się te wszystkie rzeczy.

Pomysł

Cytując Michała Sadowskiego ” … pomysł to naprawdę niewiele, mam ich co dzień setki z moim przyjacielem…” 

Taka jest prawda, pomysł na super biznes naprawdę jest niewiele warty, a można nawet powiedzieć, że jest nic nie warty, sam mam wiele pomysłów na milionowy biznes (może przy okazji jakiegoś wpisu podzielę się nimi w ramach tego bloga) z tym, że jeżeli za pomysłem nie idzie jego realizacja to tylko wirtualne myśli.

Idea is cheap, execution is the key

Niemniej  bez pomysłu trudno zacząć jakiekolwiek działania. W naszym przypadku  pomysł przyszedł sam, a dokładnie przyszedł do mnie mój przyszły wspólnik – Długi i powiedział mam pomysł na start-up’a. Wyszliśmy na fajkę pogadaliśmy trochę o tym i stwierdziliśmy, że to ma sens i powolutku z pewnymi przerwami zaczęliśmy działać.

Jeżeli masz pomysł to najważniejsze jest aby jak najszybciej sprawdzić czy ten pomysł ma sens i można go osadzić w realiach biznesowych tzn czy ma szanse zarobić. My aby to zweryfikować posłużyliśmy się narzędziem Lean Canvas.

Po wpisaniu tego hasła w Google znajdziecie pełno poradników, my skorzystaliśmy z tego:

Wprowadzenie – https://www.youtube.com/watch?v=mIBjA1a2sFo

1. Problem – https://www.youtube.com/watch?v=tnzNji2hJ3I

2. Klienci – https://www.youtube.com/watch?v=ZbHV5U_Z2Uc

3. Propozycja Wartości – https://www.youtube.com/watch?v=Bnh6CgVZtJk

4. Rozwiązanie – https://www.youtube.com/watch?v=o0AXIbbET44

5. Kanały dotarcia do klientów – https://www.youtube.com/watch?v=kbmbNfIn3SY

6. Koszty i przychody –https://www.youtube.com/watch?v=YIm5wS9m8eg

7. Wskaźniki i nieuczciwa przewaga –https://www.youtube.com/watch?v=-O9ZMIUOY88

Pomimo, że prowadzący może wydawać się na początku lekko irytujący to naprawdę bardzo dobrze tłumaczy co i jak. Walt Disney powiedział kiedyś „The way to get started is to quit talking and begin doing”. Pomimo, że robienie Lean Canvas to nadal tylko gadanie to podczas jego opracowywanie po raz pierwszy poczułem „robimy start-upa”.

Zasoby

Jak już opracujesz pomysł musisz wygospodarować zasoby żeby go zrealizować. Pieniądze, czas i ludzie te 3 rzeczy są w nierozerwalnej relacji. Jeżeli masz dużo czasu możesz nauczyć się programować i zrobić projekt, jeżeli masz pieniądze możesz zlecić komuś żeby stworzył go dla Ciebie. My z Długim nie dysponowalismy ani zbytnimi nadwyżkami czasu, ani nadmiarem gotówki na  realizację naszego iWisherowego marzenia, stąd w pierwszej kolejności zaprosiliśmy do spółki Bartosza (programistę), a później gdy okazało się, że nadal tych zasobów mamy zbyt mało żeby móc faktycznie działać z tym biznesem poszukaliśmy finansowania czyli inwestora.

Środki finansowe, które po dosyć długim procesie udało nam się uzyskać są de facto czasem. Za udziały w naszym pomyśle kupiliśmy „czas”. Mogliśmy zrezygnować z bieżących etatów, i zająć się w 100% pomysłem. Wiem, że wiele osób uważa, że lepiej jest uruchomić projekt „po godzinach” i dopiero wtedy zastanawiać się nad rezygnacją z etatu.

My też tak próbowaliśmy pamiętam, że co wieczór około 22:00 kiedy dzieciaki poszły spać siadaliśmy na facetime-ie aby zdalnie po pracować nad projektem, lub tez przyjeżdżaliśmy do siebie, żeby popchnąć projekt do przodu. Ten sposób jest na pewno realny i da się pewnie tak uruchomić biznes, ale nie uważam żeby to był najłatwiejszy czy najlepszy sposób. Mogę powiedzieć, że robienie projektu „po godzinach” na pewno nie jest efektywne. Po dwóch tygodniach pracy w iWisherze na pełen etat widzę że zrobiliśmy więcej niż przez 3 miesiące robienia tego „po godzinach”.

W tym momencie pieniędzy na rynku jest naprawdę dużo, a inwestorzy są chętni do inwestowania, zbliżająca się perspektywa unijna również będzie sprzyjać pozyskiwaniu środków na budowanie innowacyjnych biznesów. Także drogi czytelniku jeżeli zastanawiasz się kiedy będzie najlepszy czas żeby zacząć robić coś swojego, zdradzę Ci tajemnicę ten czas jest TERAZ.

A na koniec lubelski motywator muzyczny, czas wziąć sprawy w swoje ręce:

 

PS.

Jeżeli nie chcesz przegapić kolejnego wpisu na iWisherowym blogu zapisz się na newsletter korzystając z poniższego formularza

IMG_0130

Pierwszy tydzień pracy nad iWisher-em

By | iWisherowe zmagania z rzeczywistością | 7 Comments

Stało się, w końcu. Pracowałem nad tym aby mogło się to udać przez blisko rok i w końcu marzenia się zmaterializowały. Od 1 lutego nie jestem już pracownikiem agencji reklamowej Vena Art. Pracuje na własny rachunek i w 100% mogę poświęcić się projektowi iWisher. To moja pierwsza okazja pracy na własny rachunek, dlatego pomysł aby to uwiecznić właśnie w formie bloga. Zapraszam do lektury.

Słowo wstępu

Chociaż ciężko mi uwierzyć w to, że będzie ten wpis czytać ktoś z poza kręgu moich znajomych to jednak na początku się przedstawię:

Cześć jestem Michał i robię internety, do tej pory robiłem je głównie w formie różnego rodzaju stron, aplikacji czy kampanii internetowych w agencji reklamowej w której pracowałem, a teraz robię wspólnie dwójką przyjaciół start-up-a iWisher czyli aplikację ułatwiającą finansowanie prezentów.

To moje trzecie podejście do blogowania i mam nadzieje, że tym razem będzie skuteczne, w dwóch pierwszych udało mi się wyprodukować maksymalnie 5-7 wpisów i później z braku czasu blog naturalnie umierał. Tym razem postanowiłem założyć sobie bardzo konkretny harmonogram wydawniczy. Piszę raz w tygodniu, w niedzielę wieczorem, podsumowując to co w zeszłym tygodniu udało mi się zrealizować, znaleźć lub po prostu jakie mam przemyślenia, którymi chcę się z Wami drodzy czytelnicy podzielić. W zeszłym tygodniu działo się sporo także kilka akapitów, o przemyśleniach młodego przedsiębiorcy.

Formalności

Nigdy nie miałem talentu do papierów, nie lubię papierologii przeraża mnie i denerwuje dlatego zawsze starałem to jak najdalej od siebie odepchnąć, ale w tym tygodniu sytuacja mnie zmusiła i  zakładałem zarówno działalność gospodarczą jak i spółkę z o.o..

Jeżeli chodzi o zakładanie działalności gospodarczej to jest ono zdecydowanie mniej bolesne. Moja rada jeżeli chcesz założyć działalność najpierw znajdź księgową a dopiero później rób cokolwiek. Ja skorzystałem z usług koleżanki z liceum, której usługi gorąco polecam, bezproblemowo wypełniła mi druk do CEIDG i pokierowała gdzie co mam złożyć. Mityczne „jedno okienko” w urzędzie jest faktem, pod warunkiem, że masz księgową, której dasz odpowiednie pełnomocnictwa i założysz sobie „profil zaufany” epuapie aby wszystkie kwestie móc załatwiać poprzez internet.

Ze spółką z o.o. już nie jest tak ciekawie góra dokumentów, która w moim odczuciu nie ma zupełnie sensu. Aby założyć spółkę podpisuje się tak zwaną umowę spółki , która zawiera wszystkie informacje o poszczególnych organach: wspólnikach, radzie nadzorczej i zarządzie robi się to u notariusza i na pierwszym zebraniu jeżeli to tylko możliwe powołuje się od razu radę nadzorczą i zarząd. Pewnie nie dzieje się tak we wszystkich przypadkach, ale w  naszym tak właśnie było. Łącznie 45 minut w miłej atmosferze i ot wszelkie formalności dopełnione. W sytuacji idealnej ta umowa spółki powinna być przekazana do sądu rejestrowego, który to powinien przekazać pozostałym organom jak Urząd Skarbowy i Urząd Statystyczny w celu nadania koniecznych NIP-ów i REGON-ów. Gdybym mógł sobie tą sytuację wymarzyć to te dokumenty powinny być przekazane nie przez zarząd czy wspólników a przez samego notariusza, tak się jednak nie dzieje. Oprócz umowy musieliśmy przygotować cały szereg dokumentów które de facto były odtworzeniem tego co jest zawarte w umowie spółki. Strasznie nie lubię marnowania czasu i głupiej roboty czyli przepisywaniu z kartki na kartkę tylko po to żeby kolejna osoba mogła te informacje jeszcze raz przepisać tym razem wprowadzając to do systemu komputerowego. Takie marnowanie czasu w komercyjnych firmach nie może mieć miejsca i jest tępione tymczasem mam wrażenie, że w urzędzie jest sensem pracy samym w sobie. Kończąc już wątek formalności, przeraża mnie fakt, że organizacja która z założenia ma służyć obywatelom czyli  sąd rejestrowy traktuje obywatela jako petenta, który musi się kłaniać i tylko przeszkadza w piciu kawy. Nie wiem dlaczego w każdej normalnej organizacji można sobie zorganizować czas pracy w ten sposób, żeby chodzić na przerwy na zmianę dzięki czemu stanowisko pracy może cały czas funkcjonować, tymczasem w urzędzie przerwa to rzecz święta i od 13:00 do 13:30 urząd faktycznie nie działa. Panie odgradzają się krzesłami na której wyklejają karteczkę „przerwa” i zapomnij o tym że cokolwiek się dopytasz. Normalnie jak w filmie Barei. Marzy mi się taka sytuacja, że przyjdzie kiedyś jakiś minister i z najwyższego poziomu zarządzi, że każdy urzędnik który ma styczność z petentami będzie miał obowiązkowy 3 miesięczny staż w komercyjnej firmie w dziale obsługi klienta. Ale dosyć tych negatywnych emocji, przejdźmy do przyjemniejszych tematów.

Motywacja

Bardzo lubiłem swoją poprzednią pracę, kreatywne tematy, designerskie zajawki etc. naprawdę praca w reklamie daję niesamowitą frajdę, a to co daje frajdę może dawać satysfakcję. Problem był taki, że z czasem następuje wypalenie, u mnie i tak wydaje się, że to wypalenie postępowało bardzo powoli, nie licząc krótkotrwałych kryzysów, do pracy zawsze chodziłem z bananem na twarzy.

Ale praca nad iWisher’em to zupełnie inna motywacja. Tu też robimy fajne kreatywne rzeczy, robimy w końcu internety :) ale to jaką wewnętrzną energię to daje trudno opisać słowami dlatego może lepiej posłużę się materiałem video:

To niesamowite, jak bardzo praca nad własnym projektem może popychać do działania.

Ponieważ mam predyspozycje do pracoholizmu obawiałem się, że będę siedział w pracy non-stop, ale na szczęście tak się nie dzieje. Chyba dorosłem już do tego, że wiem, że jeżeli dzisiaj się nie wyśpię to jutro nie będę tak produktywny jak mógłbym być. Dlatego teraz kończę już ten pierwszy wpis na na oficjalnym iWisher’owym blogu. Z obietnicą kolejnych już bardziej konkretnych pokazujących od podszewki robienie projektu, który zmieni sposób w jaki kupujemy rzeczy w internecie, żegnam się z Tobą drogi czytelniku do usłyszenia.