Monthly Archives: Luty 2015

except-for-tim-comic

Cebularz i maślanka czyli obraz Lubelskiego Start-up-owca

By | iWisherowe zmagania z rzeczywistością | No Comments

Jakiś czas temu podjąłem decyzje o tym, że chcę tworzyć nowy internetowy biznes o  bardzo dużym potencjale do skalowania ale jednocześnie dużym ryzyku niepowodzenia projektu czyli start-up. Definicji start-upu jest jest kilka, Wikipedia podaje np :

Start-up – przedsiębiorstwo lub tymczasowa organizacja stworzona w celu poszukiwania modelu biznesowego, który gwarantowałby jej rozwój. Przedsiębiorstwa te mają zwykle krótką historię, są w fazie rozwojowej i aktywnie poszukują nowych rynków

Według mnie jednak to nie poszukiwanie modelu biznesowego, jest kluczowe a wysokie ryzyko tego przedsięwzięcia oraz potencjał bardzo wysokich zysków. To właśnie te potencjalne wysokie zyski przyciągają do tej branży inwestorów, którzy są w stanie wyłożyć kasę na coś co tak naprawdę nikt nie wie czy się uda.

Środowiska start-upowe są oczywiście najsilniejsze w Dolinie Krzemowej, a jak wyglądają obrazuje świetnie serial Silicon Valley. W Polsce od kilku lat również widać, że takie środowisko pojawiło się i istnieje. Ponieważ Polska jest krajem miodem i hejtem płynącym sformułowanie start-up nabrało wielu negatywnych konotacji. Nie rozwodząc się nad tym czy zarzuty kierowane pod adresem tej grupy społecznej są słuszne czy też nie każdy może sobie wyobrazić „stereotypowy obraz” polskiego start-upowca.

Ma on MacBooka, jada burgery, lubi dobrą kawę z hipsterskiej kawiarni, uruchamia betę, buja się po branżowych konferencjach i generalnie chciałby być znany jak Michał Sadowski i jego Brand24.

W Lublinie środowisko start-upowe przez wiele lat nie istniało, branża interaktywna czy reklamowa istniała jak najbardziej, średnie i duże firmy IT funkcjonowały tutaj od wielu lat, a w ostatnim okresie pojawiło się ich tu całkiem sporo, ale środowisko start-upowe nie dawało o sobie znać. Były barcampy: NETDay który ewoluował w LublinIT aby ostatecznie stać się Lubcampem, przychodzili tam ludzie pokazywali swoje pomysły na biznes, ale w większości byli to przedstawiciele agencji interaktywnych, albo podmioty w dużym skrócie oferujące usługi z zakresu IT, firm start-up-owych oferujących własny produkt było bardzo mało. Jeżeli miałbym wskazać jakiś start-up pochodzący z Lublina, który faktycznie jest rozpoznawalny na scenie ogólnopolskiej to jedyna firma, która mi przychodzi do głowy to Evenea.

Tymczasem pod koniec zeszłego roku coś się stało, sam nie wiem co, ale nagle drgnęło. Pojawił się program finansujący innowacyjne projekty Innova Invest, otworzył się akcelerator przedsiębiorczości Business Link oraz kilka innych, Inkubator Technologiczny mieszczący się przy Parku Naukowo Technologicznym zmienił prowadzącego. Pojawiły się ogólnopolskie imprezy takie jak Aula Lublin, a w niedługim czasie również Start-up Weekend. I co najważniejsze pojawiło się środowisko, które chce tworzyć te internetowe biznesy o wysokim stopniu ryzyka ale i bardzo dużym potencjale rozwoju. Bardzo cieszę się, że mogę uczestniczyć w tym zamieszaniu i gdy czasem jest okazja dorzucić swoją cegiełkę.

Ale wracając do tematu tego wpisu, jaki jest obraz lubelskiego Start-upowca? W trakcie otwarcia Business Link-a, rozmawiając z Michałem Pukaczem, współtwórcą start-upu Landing Harbor, oraz firmy Janusze Internetu która tworzy gry na urządzenia mobilne, oraz Tomkiem Małeckim, prezesem LPNT oraz moim wspólnikiem  w iWisherze Łukaszem Wasilikiem, wymyśliliśmy dwa podstawowe atrybuty takiego lubelskiego start-upowca Cebularz i Maślanka.

Żeby zrozumieć jak silna symbolika stoi za cebularzem i maślanką konieczna jest głębsza refleksja. W Shreku (takiej bajce dla dzieci, która bawi bardziej dorosłych) jest taka scena gdzie tytułowy Shrek tłumaczy swojemu kompanowi Osłowi, o tym jak specyficzne są ogry.

Shrek : Wiesz Ośle, ogry są jak Cebula.

Osioł: Śmierdzą?

Shrek: Tak, tzn Nie!

Osioł: Powodują płacz?

Shrek: Nie!

Osioł: Jak zostawisz je na słońcu to robią się czarne?

Shrek: Nie, Cebula ma warstwy i ogry też mają warstwy!

scena w angielskiej wersji językowej

Lubelscy start-upowcy może i z urody przypominają Shreka, a cebularze mają bardzo dużo wspólnego z cebulą, ale to nie dlatego przywołałem tą historię.

Lublin przez wielu mieszkańców tego pięknego miasta jest uważany za Polskę B, miejsce gdzie mało się zarabia, wszystko jest beznadziejne i ogólnie padaka. Tymczasem Lubelscy start-upowcy jak człowieczek z popularnego mema, trzymając balonik mają na to centralnie wyjebane.

 

Są dumni z tego skąd pochodzą i pomimo, że mają świadomość że inne ośrodki jak Wrocław czy Trójmiasto są bardziej rozwinięte, nie uważają tych miejsc jako lepsze. Shrek wie, że nie jest ciastkiem, wie że jest cebulą.

Nasz cebularz jest unikalny bo jest nasz, i pomimo że może nie jest tak pachnący i słodki jak np świętomarcińskie rogale z Poznania, to nadal jest zajebisty.

Nie wiem czy wszyscy czytający ten wpis załapią, o co mi chodzi, ale mam nadzieję, że przynajmniej niektórzy :)

Ponieważ we wszystkich wpisach dodawałem kawałek muzyczny, to i dzisiaj nie może być inaczej.

W bardzo lubelskim klimacie:

Startup Stock Photos

Od czego zacząć, jeśli chcesz robić swój start-up

By | iWisherowe zmagania z rzeczywistością | 4 Comments

Pisanie poradników przez tak początkującego internetowego przedsiębiorce jak ja było by skrajnym przegięciem pały. Nie mam doświadczenia i jestem dopiero na początku swojej drogi także prośba o nie traktowanie tego wpisu jako artykułu eksperckiego, chce  po prostu  podzielić się z Wami jak to wyglądało w naszym iWisherowym przypadku.

Może to mało odkrywcze ale żeby zrealizować swój pomysł na internetowy biznes zasadniczo potrzebujesz dwóch rzeczy

1. Pomysłu

2. Zasobów do realizacji tego pomysłu. Jako zasoby definiuje mix czasu, pieniędzy i umiejętności, które są oczywiście połączone z osobami, które te umiejętności posiadają. Po kolei jak zabrać się te wszystkie rzeczy.

Pomysł

Cytując Michała Sadowskiego ” … pomysł to naprawdę niewiele, mam ich co dzień setki z moim przyjacielem…” 

Taka jest prawda, pomysł na super biznes naprawdę jest niewiele warty, a można nawet powiedzieć, że jest nic nie warty, sam mam wiele pomysłów na milionowy biznes (może przy okazji jakiegoś wpisu podzielę się nimi w ramach tego bloga) z tym, że jeżeli za pomysłem nie idzie jego realizacja to tylko wirtualne myśli.

Idea is cheap, execution is the key

Niemniej  bez pomysłu trudno zacząć jakiekolwiek działania. W naszym przypadku  pomysł przyszedł sam, a dokładnie przyszedł do mnie mój przyszły wspólnik – Długi i powiedział mam pomysł na start-up’a. Wyszliśmy na fajkę pogadaliśmy trochę o tym i stwierdziliśmy, że to ma sens i powolutku z pewnymi przerwami zaczęliśmy działać.

Jeżeli masz pomysł to najważniejsze jest aby jak najszybciej sprawdzić czy ten pomysł ma sens i można go osadzić w realiach biznesowych tzn czy ma szanse zarobić. My aby to zweryfikować posłużyliśmy się narzędziem Lean Canvas.

Po wpisaniu tego hasła w Google znajdziecie pełno poradników, my skorzystaliśmy z tego:

Wprowadzenie – https://www.youtube.com/watch?v=mIBjA1a2sFo

1. Problem – https://www.youtube.com/watch?v=tnzNji2hJ3I

2. Klienci – https://www.youtube.com/watch?v=ZbHV5U_Z2Uc

3. Propozycja Wartości – https://www.youtube.com/watch?v=Bnh6CgVZtJk

4. Rozwiązanie – https://www.youtube.com/watch?v=o0AXIbbET44

5. Kanały dotarcia do klientów – https://www.youtube.com/watch?v=kbmbNfIn3SY

6. Koszty i przychody –https://www.youtube.com/watch?v=YIm5wS9m8eg

7. Wskaźniki i nieuczciwa przewaga –https://www.youtube.com/watch?v=-O9ZMIUOY88

Pomimo, że prowadzący może wydawać się na początku lekko irytujący to naprawdę bardzo dobrze tłumaczy co i jak. Walt Disney powiedział kiedyś „The way to get started is to quit talking and begin doing”. Pomimo, że robienie Lean Canvas to nadal tylko gadanie to podczas jego opracowywanie po raz pierwszy poczułem „robimy start-upa”.

Zasoby

Jak już opracujesz pomysł musisz wygospodarować zasoby żeby go zrealizować. Pieniądze, czas i ludzie te 3 rzeczy są w nierozerwalnej relacji. Jeżeli masz dużo czasu możesz nauczyć się programować i zrobić projekt, jeżeli masz pieniądze możesz zlecić komuś żeby stworzył go dla Ciebie. My z Długim nie dysponowalismy ani zbytnimi nadwyżkami czasu, ani nadmiarem gotówki na  realizację naszego iWisherowego marzenia, stąd w pierwszej kolejności zaprosiliśmy do spółki Bartosza (programistę), a później gdy okazało się, że nadal tych zasobów mamy zbyt mało żeby móc faktycznie działać z tym biznesem poszukaliśmy finansowania czyli inwestora.

Środki finansowe, które po dosyć długim procesie udało nam się uzyskać są de facto czasem. Za udziały w naszym pomyśle kupiliśmy „czas”. Mogliśmy zrezygnować z bieżących etatów, i zająć się w 100% pomysłem. Wiem, że wiele osób uważa, że lepiej jest uruchomić projekt „po godzinach” i dopiero wtedy zastanawiać się nad rezygnacją z etatu.

My też tak próbowaliśmy pamiętam, że co wieczór około 22:00 kiedy dzieciaki poszły spać siadaliśmy na facetime-ie aby zdalnie po pracować nad projektem, lub tez przyjeżdżaliśmy do siebie, żeby popchnąć projekt do przodu. Ten sposób jest na pewno realny i da się pewnie tak uruchomić biznes, ale nie uważam żeby to był najłatwiejszy czy najlepszy sposób. Mogę powiedzieć, że robienie projektu „po godzinach” na pewno nie jest efektywne. Po dwóch tygodniach pracy w iWisherze na pełen etat widzę że zrobiliśmy więcej niż przez 3 miesiące robienia tego „po godzinach”.

W tym momencie pieniędzy na rynku jest naprawdę dużo, a inwestorzy są chętni do inwestowania, zbliżająca się perspektywa unijna również będzie sprzyjać pozyskiwaniu środków na budowanie innowacyjnych biznesów. Także drogi czytelniku jeżeli zastanawiasz się kiedy będzie najlepszy czas żeby zacząć robić coś swojego, zdradzę Ci tajemnicę ten czas jest TERAZ.

A na koniec lubelski motywator muzyczny, czas wziąć sprawy w swoje ręce:

 

PS.

Jeżeli nie chcesz przegapić kolejnego wpisu na iWisherowym blogu zapisz się na newsletter korzystając z poniższego formularza

IMG_0130

Pierwszy tydzień pracy nad iWisher-em

By | iWisherowe zmagania z rzeczywistością | 7 Comments

Stało się, w końcu. Pracowałem nad tym aby mogło się to udać przez blisko rok i w końcu marzenia się zmaterializowały. Od 1 lutego nie jestem już pracownikiem agencji reklamowej Vena Art. Pracuje na własny rachunek i w 100% mogę poświęcić się projektowi iWisher. To moja pierwsza okazja pracy na własny rachunek, dlatego pomysł aby to uwiecznić właśnie w formie bloga. Zapraszam do lektury.

Słowo wstępu

Chociaż ciężko mi uwierzyć w to, że będzie ten wpis czytać ktoś z poza kręgu moich znajomych to jednak na początku się przedstawię:

Cześć jestem Michał i robię internety, do tej pory robiłem je głównie w formie różnego rodzaju stron, aplikacji czy kampanii internetowych w agencji reklamowej w której pracowałem, a teraz robię wspólnie dwójką przyjaciół start-up-a iWisher czyli aplikację ułatwiającą finansowanie prezentów.

To moje trzecie podejście do blogowania i mam nadzieje, że tym razem będzie skuteczne, w dwóch pierwszych udało mi się wyprodukować maksymalnie 5-7 wpisów i później z braku czasu blog naturalnie umierał. Tym razem postanowiłem założyć sobie bardzo konkretny harmonogram wydawniczy. Piszę raz w tygodniu, w niedzielę wieczorem, podsumowując to co w zeszłym tygodniu udało mi się zrealizować, znaleźć lub po prostu jakie mam przemyślenia, którymi chcę się z Wami drodzy czytelnicy podzielić. W zeszłym tygodniu działo się sporo także kilka akapitów, o przemyśleniach młodego przedsiębiorcy.

Formalności

Nigdy nie miałem talentu do papierów, nie lubię papierologii przeraża mnie i denerwuje dlatego zawsze starałem to jak najdalej od siebie odepchnąć, ale w tym tygodniu sytuacja mnie zmusiła i  zakładałem zarówno działalność gospodarczą jak i spółkę z o.o..

Jeżeli chodzi o zakładanie działalności gospodarczej to jest ono zdecydowanie mniej bolesne. Moja rada jeżeli chcesz założyć działalność najpierw znajdź księgową a dopiero później rób cokolwiek. Ja skorzystałem z usług koleżanki z liceum, której usługi gorąco polecam, bezproblemowo wypełniła mi druk do CEIDG i pokierowała gdzie co mam złożyć. Mityczne „jedno okienko” w urzędzie jest faktem, pod warunkiem, że masz księgową, której dasz odpowiednie pełnomocnictwa i założysz sobie „profil zaufany” epuapie aby wszystkie kwestie móc załatwiać poprzez internet.

Ze spółką z o.o. już nie jest tak ciekawie góra dokumentów, która w moim odczuciu nie ma zupełnie sensu. Aby założyć spółkę podpisuje się tak zwaną umowę spółki , która zawiera wszystkie informacje o poszczególnych organach: wspólnikach, radzie nadzorczej i zarządzie robi się to u notariusza i na pierwszym zebraniu jeżeli to tylko możliwe powołuje się od razu radę nadzorczą i zarząd. Pewnie nie dzieje się tak we wszystkich przypadkach, ale w  naszym tak właśnie było. Łącznie 45 minut w miłej atmosferze i ot wszelkie formalności dopełnione. W sytuacji idealnej ta umowa spółki powinna być przekazana do sądu rejestrowego, który to powinien przekazać pozostałym organom jak Urząd Skarbowy i Urząd Statystyczny w celu nadania koniecznych NIP-ów i REGON-ów. Gdybym mógł sobie tą sytuację wymarzyć to te dokumenty powinny być przekazane nie przez zarząd czy wspólników a przez samego notariusza, tak się jednak nie dzieje. Oprócz umowy musieliśmy przygotować cały szereg dokumentów które de facto były odtworzeniem tego co jest zawarte w umowie spółki. Strasznie nie lubię marnowania czasu i głupiej roboty czyli przepisywaniu z kartki na kartkę tylko po to żeby kolejna osoba mogła te informacje jeszcze raz przepisać tym razem wprowadzając to do systemu komputerowego. Takie marnowanie czasu w komercyjnych firmach nie może mieć miejsca i jest tępione tymczasem mam wrażenie, że w urzędzie jest sensem pracy samym w sobie. Kończąc już wątek formalności, przeraża mnie fakt, że organizacja która z założenia ma służyć obywatelom czyli  sąd rejestrowy traktuje obywatela jako petenta, który musi się kłaniać i tylko przeszkadza w piciu kawy. Nie wiem dlaczego w każdej normalnej organizacji można sobie zorganizować czas pracy w ten sposób, żeby chodzić na przerwy na zmianę dzięki czemu stanowisko pracy może cały czas funkcjonować, tymczasem w urzędzie przerwa to rzecz święta i od 13:00 do 13:30 urząd faktycznie nie działa. Panie odgradzają się krzesłami na której wyklejają karteczkę „przerwa” i zapomnij o tym że cokolwiek się dopytasz. Normalnie jak w filmie Barei. Marzy mi się taka sytuacja, że przyjdzie kiedyś jakiś minister i z najwyższego poziomu zarządzi, że każdy urzędnik który ma styczność z petentami będzie miał obowiązkowy 3 miesięczny staż w komercyjnej firmie w dziale obsługi klienta. Ale dosyć tych negatywnych emocji, przejdźmy do przyjemniejszych tematów.

Motywacja

Bardzo lubiłem swoją poprzednią pracę, kreatywne tematy, designerskie zajawki etc. naprawdę praca w reklamie daję niesamowitą frajdę, a to co daje frajdę może dawać satysfakcję. Problem był taki, że z czasem następuje wypalenie, u mnie i tak wydaje się, że to wypalenie postępowało bardzo powoli, nie licząc krótkotrwałych kryzysów, do pracy zawsze chodziłem z bananem na twarzy.

Ale praca nad iWisher’em to zupełnie inna motywacja. Tu też robimy fajne kreatywne rzeczy, robimy w końcu internety :) ale to jaką wewnętrzną energię to daje trudno opisać słowami dlatego może lepiej posłużę się materiałem video:

To niesamowite, jak bardzo praca nad własnym projektem może popychać do działania.

Ponieważ mam predyspozycje do pracoholizmu obawiałem się, że będę siedział w pracy non-stop, ale na szczęście tak się nie dzieje. Chyba dorosłem już do tego, że wiem, że jeżeli dzisiaj się nie wyśpię to jutro nie będę tak produktywny jak mógłbym być. Dlatego teraz kończę już ten pierwszy wpis na na oficjalnym iWisher’owym blogu. Z obietnicą kolejnych już bardziej konkretnych pokazujących od podszewki robienie projektu, który zmieni sposób w jaki kupujemy rzeczy w internecie, żegnam się z Tobą drogi czytelniku do usłyszenia.